{ga=joanna-cieplinska}
  


GDYŃSKIE ILUZJONY


„Motywy pejzażowe zgoła Ruysdaelowskie z fragmentami Lancreta i Poussina”

 

Jeszcze w 1911 roku najśmielszym wizjonerom trudno było uwierzyć, że obok sezonowo rozhulałego kurortu w Zoppotach, ostseebadu pełnego kurgastów i patynowego i gwarliwego Danzigu powstanie port nowoczesny, narodowy, duma najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Tu właśnie wybrano miejsce na budowę nowego portu, łączącego Polskę z Bałtykiem. Miejsce było nieprzypadkowe, jak pisał bowiem Melchior Wańkowicz: „Nad morzem rozłożyło się nowe państwo. Szukało sobie jak zwierz, jakby najwygodniej zlec. Jezioro Żarnowieckie – za blisko Niemiec, Puck – guzdrać by się trzeba przez mulistą zatokę, Tczew – trzeba by kanał śródlądowy budować długości 30 kilometrów. Padło tedy na Gdynię”1. Wybrano więc piękną nizinę osłoniętą od wiatrów północnych i północno-wschodnich przez Półwysep Helski – na budowę najpierw małej przystani, która w błyskawicznym tempie rozwinęła się w port wyspecjalizowany w eksporcie węgla, a później w dalekomorski, konkurujący w handlu zagranicznym z największymi portami Bałtyku. Poza możliwością pracy przybywających wabiło piękne otoczenie, składające się nań lasy witomińskie i redłowskie, kuracyjny szyk Orłowa, stoki Kamiennej Góry porośniętej głogiem i dziką różą, przepastne brunatno--zielone torfowiska, jodłowo-bukowy Las Panieński, a przede wszystkim – morze.

Nowi osadnicy i turyści zachwycali się odmiennością Gdyni od pobliskich miast wybrzeża bałtyckiego. W Gdyni czuło się spokój i patriarchalność, jak pisał Adolf Nowaczyński: „Po zoppockiej Sodomie odkryta Arkadia pasterska i patriarchalna. Wieś mała porozrzucanych w szerokim kręgu czy zasięgu kilkadziesiąt »checz«, gdzieniegdzie małych domków [...]. Motywy pejzażowe zgoła Ruysdaelowskie z fragmentami Lancreta i Poussina”2. Późniejszy wielki port dalekomorski posiadał wówczas jedynie dwa geszefty niemieckie, niewielką cegielnię, pocztę ulokowaną razem ze szkołą, jedną karczmę, rzeźnika i piekarza. Cywilizację reprezentował kurhaus, z automatami na ansichtskarty i niewielkim sztegiem (molo), zbudowanym przez towarzystwo kąpielowe „Weichsel”. Napływająca w późniejszym okresie ludność szybko zdominuje autochtonów – Kaszubów, całe dnie spędzających nad zatoką przy swoich łodziach i kutrach, nazywanych tu botami. W 1911 roku odwiedzający Gdynię Nowaczyński napisze o tutejszych, że to ludzie, którzy „tu przez sześćset lat wytrwali, wszystko przetrzymali, ruszyć się nie dali, czekali przez dwadzieścia kilka generacji. Ciche, spokojne, niby to niemrawe, niezbyt zgrabne, milczące, nieufne, odburkliwe, kosym okiem na »Poluchów« z zaziemia (Hinterlandu) patrzące plemię. [...] »Rebaki«, ciężko borykające się z małorybnym i małosolnym Bałtykiem, często o poprzekręcanych nazwiskach i przekręconej świadomości narodowej”3.

 

Nadmorskie Eldorado

Saisonstadt, jakim miała być Gdynia w propagandowym ujęciu, zaprzeczał swojej rzekomej tymczasowości, szczególnie mocno akcentowanej w niemieckich gazetach Wolnego Miasta Gdańska, wczepiając się w Bałtyk kolejnymi kamiennymi molami, zakotwiczając się w wodach zatoki basenami portowymi. Wśród krajobrazu portowych kranów, łuszczarni ryżu, magazynów owoców południowych, kolosów, elewatorów i olejarni, cumujących w porcie jednostek morskich, w jasnoelewacyjnym Śródmieściu i na przedmieściach robotniczych kolonii, na gdyńskiej ulicy opanowanej przez niemiecki język interesu, lwowski dialekt języka polskiego i jego wileński śpiewny akcent przybyszów oraz gdzieniegdzie słyszalny kaszubski, odbywał się inny spektakl – „spektakl postępu”, jak go określił Tadeusz Peiper po swojej wizycie w bałtyckim porcie, zachwycony nowym polskim obywatelem – morzem i spektakularnym rozwojem sennej kaszubskiej wioski, nabierającej w niezwykłym tempie wielkomiejskich rozmiarów. Jako zjawisko cywilizacyjne miała być Gdynia unikatem i nawet w Ameryce spektakl postępu nie rozgrywał się tak spektakularnie jak „nad tą zatoką ubogich do niedawna łowców morskich”4. A z Ameryką łączyło polskie Eldorado jeszcze coś innego – słabość do kinematografu.

Kontrasty społeczne, koegzystencja biedy i bogactwa nie były niczym wyjątkowym w dwudziestoleciu międzywojennym, jednak na młodą Gdynię zwrócone były oczy całej Polski, czujnie przypatrywano się rozwojowi nowego portu także w sąsiedzkim Gdańsku. Dla wielu odwiedzających ją dziennikarzy stała się jaskrawym przykładem antynomii społecznych, ekonomicznych kontrastów egzystencji, którą jednocześnie wypełniała wystawność i elegancja, bogactwo i nowoczesność nadmorskiej miejscowości z rozwijającym się portem i ambicjami kurortowymi oraz z drugiej strony płynący bez przerwy potok pieszych kolumn bezrobotnych, ciągnących tu z całej Polski w poszukiwaniu lepszego losu5. W 1931 roku 65% zabudowy Gdyni stanowiły prowizoryczne budynki mieszkalne, a brak nawet tego rodzaju kwater prowadził do rozkwitu lichwy, sublokatorstwa, kątownictwa (wynajmowania kątów do spania), i skutku wyżej wymienionych – epidemii chorób zakaźnych6. Zauważył to zjawisko Melchior Wańkowicz, który po rozmowie z naczelnym lekarzem ubezpieczalni, znaną gdyńską postacią, doktorem Dziusem, napisał, że te zjawiska szpecą obraz „miasta-cudu”, największego portu II Rzeczypospolitej, jak zeszpecony zostaje „kadłub okrętu wodorostem”. Ujrzał społeczność gdyńską toczoną trądem chorób, nieuleczalnej biedy i moralnego rozpadu, rozwijającego się na „fali chuci, nawożonej do naszego wielkiego portu wszystkimi okrętami świata”7. Ten sam Wańkowicz porównywał gdyńskie dzielnice biedy do Casablanki: „Gros ludności Gdyni, bo prawie cała ludność robotnicza, koczuje w barakach. Straszliwe dzielnice Demptowo, Grabówek, Obłuże, Kack Mały, dzielnica »chińska«, Drewniana Warszawa... Tam wszędzie stoją domy ze skrzyni sklecone, istna »ville des boîtes« pod Casablancą. Zwłaszcza »Budapeszt«... wparł się tu – pod same świetności gdyńskie. Otaczają go wokoło eleganckie domy”8. Rzeczywiście w tym czasie Gdynia borykała się z problemem mieszkaniowym, była miastem sublokatorów. Na Leszczynkach ludzie mieszkali w szałasach, do których wchodziło się po drabinach, gdyż teren był podmokły. Wobec takiego stanu rzeczy nastąpiła fala wysiedleń i likwidacji dzikiej zabudowy, co jednak nie rozwiązało problemu mieszkaniowego w młodym portowym mieście.

 

Gdyński Pekin w 1934 roku, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni Gdyński Pekin w 1934 roku, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

Napływowi pracownicy zapełnili miejsca pracy w porcie, przy budowie linii kolejowej Gdynia – Kokoszki, w koszarach Marynarki Wojennej, a marsz mas robotniczych z całej Polski nieprzerwanym strumieniem parł w kierunku Gdyni w takich ilościach, że Rada Portu Gdyni apelowała do wojewody pomorskiego o ograniczenie migracji ludności. Problem bezrobocia i dzikiego budownictwa, którego „zabudowania” stanowiły domostwa ze skrzynek po owocach południowych, uczynił przedmieścia „miasta-cudu” zoną dzikich slumsów. W zastraszającym tempie budowano tymczasowe zabudowania z desek potajemnie podkradanych ze stoczni i portowych magazynów, umieszczane w przypadkowych miejscach na podmokłych terenach przyportowych, na zboczach Chyloni i Grabówka. W pewnym sensie przypominały one filmowe dekoracje, z ich chwilowością i przypadkowością położenia, niedopasowaniem do otoczenia. Gdynię otaczać zaczęły dzielnice o wymyślnych nazwach – „Pekin” znajdował się na terenach przyportowych, w okolicach dzisiejszej ul. Świętego Piotra, „Drewniana Warszawa” powstała w Małym Kacku, „Meksyk” ulokował się w Chyloni, a „Budapeszt” (od powstających na jego terenie bud) obejmował rejony między ul. Śląską a Witomińską. Grabówek był przystanią emigrantów, z uwagi na znajdujący się tam Urząd Emigracyjny wraz z zapleczem noclegowym. Lepianki Grabówka, szałasy Leszczynek, domki-jamy Chyloni, których przypadkowość i charakter zabudowy były owocem pośpiesznego działania spekulantów, sąsiadowały z prawdziwymi perłami międzywojennej architektury, awangardowego funkcjonalizmu, którego charakter wyznaczały nowoczesne jasne budynki-okręty o półcylindrycznej zabudowie, nawiązującej kształtem do mostka kapitańskiego. Nieopodal prowizorycznych drewnianych baraków pozbawionych kanalizacji usadowiły się potężne budowle o eleganckich elewacjach z jasnego piaskowca lub kremowo-żółtych płytek ceramicznych symbolizujących barwą i kształtem otwarty, letniskowy charakter miasta. Przedmieścia robotnicze przyćmiły wielu obserwatorom z Polski architektoniczną poezję Śródmieścia – falujące narożniki budynków, śmiałe przeszklenia fasad domów-statków i innych symboli odważnej modernistycznej myśli architektonicznej, śmiałości urbanistycznej koncepcji.

 

Trudne iluzjonu początki

Na obecne miano nieoficjalnej stolicy sztuki filmowej Gdynia zapracowała dużo wcześniej, pokochawszy kinematograf już na samym początku swojego istnienia. Miłość nadmorskiego miasta ciekawego nowości, polskiego okna na świat, do iluzjonu zaczęła się już wówczas, gdy wyświetlano pierwsze pokazy premierowe wytwórni filmowych Metro-Goldwyn-Mayer, Warner Bross czy Paramount. Kiedy w krajobraz młodego portowego miasta wrastały pierwsze budynki kin, czy – jak je wówczas określano – kino-teatrów, niemal natychmiast ulubioną rozrywką gdyńskiej publiczności stały się seanse filmowe, pokazy „ruchomych fotografii” otwierały przed nią nowe nieznane światy, zamorskie pejzaże, które w Gdyni – jak nigdzie indziej w Polsce – zdawały się być na wyciągnięcie ręki. W kinach wyposażonych w sprzęt marki Philips wyświetlano pierwsze owoce rodzimej produkcji, ekranizacje Trędowatej czy Przedwiośnia, przy czym większość prezentowanych produkcji filmowych pochodziła zza granicy. Pierwszym projekcjom towarzyszył rozrywkowy „nadprogram”: koncerty, rewie bądź występy liliputów – jak to było w przedwojennej „Zorzy”, do której odwiedzania zachęcały zniżkowe bilety dla członków organizacji wojskowych, szkół i żołnierzy.

 

Afisz filmu "Pokuta" (The Single Standard, 1929, reż. John S. Robertson) Afisz filmu "Pokuta" (The Single Standard, 1929, reż. John S. Robertson)

Gdynia, podobnie jak ówczesny kinematograf, była kontrowersyjna, młoda, świeża, stanowiła owoc buntu i zapowiedź przyszłości. Spektakl postępu nie przynosił jednakowych efektów, wymagał sporych ofiar, oferował szybkie kariery i błyskawiczne fortuny, z drugiej strony – z uwagi na napływające zewsząd masy robotników – Gdynia dręczona była licznymi problemami społecznymi. Miasto było w owym czasie bardzo zróżnicowane: obok letniskowych willi przycupnęły skromne kaszubskie „checze”, nieopodal nieskanalizowanych drewnianych koczowniczych zabudowań przedmieścia wznosiły się budynki na podobieństwo okrętów. Wiatru w żagle nabrali architekci zapatrzeni w dzieła Le Corbusiera, budujący nowy port Rzeczypospolitej, wszechpolski, stanowiący swoistą odpowiedź na Gdańsk, czy raczej – na jego brak. Młode miasto miało stać się portem narodowym, wszechsłowiańskim base harbour, kontrastującym ze „starym brunatnym Gdańskiem” i „uporządkowanym, wygładzonym wymieszkanym Sopotem”9. Gdynia budziła nie tylko kontrowersje, ale i powersalskie lęki polityczne, a dziennikarze gdańskiej „Danziger Landes Zeitung” widzieli w nowo budującym się porcie, wiążącym Polskę z Bałtykiem, symbol konfliktów polsko-niemieckich, wzajemnej wrogości, polski miecz skierowany przeciwko Gdańskowi. Miasto rozwijało się bardzo szybko, stając się silną konkurencją dla niemieckich portów bałtyckich. Podtytuł gdyńskiego tygodnika ilustrowanego „Latarnia Morska”, poświęconego Polsce nad morzem, brzmiał: „Od morza do mocarstwa”.

Gdynia za swoimi światowymi ambicjami, otwarciem charakterystycznym dla miast portowych, złakniona nowoczesności, awangardy i postępu, była dobrą scenerią dla awanturniczych przygód kinematografu lat dwudziestych i trzydziestych XX wieku. Scenografią tyleż piękną, co miejscami prowizoryczną i tymczasową. Niektóre dzielnice, budowane w pośpiechu i z byle jakich materiałów, przypominały filmowe atrapy. Nie były to łatwe czasy dla nowo narodzonej dziesiątej muzy. Kinematograf szybko znalazł jednak swoją klientelę, szczególnie wśród robotniczych warstw społeczeństwa gdyńskiego. Kiedy inteligencja i ludzie starsi oraz snoby gardzili pokazami „żywych fotografii”, traktując kinematograf jako trochę wstydliwą rozrywkę, niemającą nic wspólnego ze sztuką, napływające do portu masy robotników szturmowały seanse filmowe w gdyńskich kinach i większość produkcji „szła kompletami” na przekór opiniom poważnych krytyków. Na porządku dziennym były bowiem wówczas głosy w rodzaju: „Kinematograf drapuje się w dostojne szaty sztuki, bluźni jej całym swym istnieniem. Za ten jeden crimen laesae maiestatis i za głośne uzurpowanie sobie miejsca na rydwanie sztuki, kinematograf w prawdziwie kulturalnym społeczeństwie godzien jest banicji”10. Ale nie w Gdyni. Gdyński proletariat, powiększający się wraz z rozwojem miasta, stanowił wdzięczną i wierną publiczność kinematografu.


„Rozmrugane” kinematografY

Morskiej nomenklatury używano dla pierwszych gdyńskich kin powstałych na przestrzeni dwudziestolecia międzywojennego. Wraz z młodym miastem rozkwitał kinematograf, wpasowując się w gdyńską scenerię. Jest rok 1926. Brunon Zieliński otwiera pierwsze gdyńskie kino „Czarodziejka”. Nieco później „Morskie Oko” uruchomi kapitan Stanisław Schmidt, a kino o nazwie „Bajka” – Kazimierz Peszkowski. Artysta malarz Marian Mokwa powoła do życia „Lido”, w Chyloni powstanie „Lily”, odwołujący się zaś do filmowych fantasmagorii „Miraż” będzie odwiedzać publiczność Orłowa. Na Grabówku kino „Zorza” otworzy niebawem inżynier Gwidon Sokołowski.

 

Kino "Lido", późniejszy "Atlantic" otwarto w 1937 roku, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni Kino "Lido", późniejszy "Atlantic" otwarto w 1937 roku, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

W latach trzydziestych będą jeszcze działały kina „Gwiazda”, „Bodega” (również powołane do życia przez Brunona Zielińskiego) oraz „Polonia” gdańskiego aktora Edgara Betlewskiego. Właściciele, obciążeni stosunkowo wysokimi podatkami, gdyż film zakwalifikowano do dóbr luksusowych i zbytków, wykorzystywali sale kinowe na różnego rodzaju działalność rozrywkową, koncerty i rewie, w „Morskim Oku” odbywały się spektakle teatralne, a „Bodega” w sezonie letnim było restauracją. Żywe fotografie, iluzjon, pokazy ruchomych zdjęć, optyczne scenerie, fatamorgana – jak określano pierwsze projekcje filmowe – bardzo szybko zjednały sobie szeroką publiczność poszukującą rozrywki.

 

Klasy wyższe i oświecone zachowywały dystans do nieoswojonego kinematografu, społeczne obywatelstwo nadając mu tylko dlatego, że mógł okazać się przydatnym narzędziem do popularyzowania literatury. Droga iluzjonów prowadziła jednak w zupełnie innym kierunku – w kinach zawrzało od sensacji, kryminału, taniego melodramatu, w związku z czym film został okrzyknięty widowiskiem ordynarnym, płytkim, demoralizującym, psującym smak. Tania rozrywka filmowa miała też rozbudzać w społeczeństwie ukryte dewiacje i tłumione instynkty. Każdy sędzia i śledczy zadawał delikwentowi pytanie, czy chodzi do kina, odpowiedź niemal zawsze była twierdząca, w związku z czym wniosek jednoznaczny. Im bardziej nasilał się społeczny skandal wywołany pojawieniem się kinematografu, tym gwałtowniej publiczność dawała się nowej sztuce uwodzić.

 

Kino "Morskie Oko" otwarte w 1928 roku przez Stanisława Schmidta. Miało 580 miejsc, znajdowało się w sali budynku "Casina" przy Skwerze   Kościuszki, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni Kino "Morskie Oko" otwarte w 1928 roku przez Stanisława Schmidta. Miało 580 miejsc, znajdowało się w sali budynku "Casina" przy Skwerze Kościuszki, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

Przeciwnicy nie ustawali jednak w walce – dyrektorzy polskich teatrów zabraniali swoim aktorom brania udziału w niecnym procederze, jakim miała być gra w filmie, a sam kinematograf porównywany był do ulicznicy, która mamiła tanią swą urodą przyzwoitych mieszczan, konkurując – nieuczciwie zresztą, jak zarzucano – ze starym, nobliwym teatrem. Kinematografy „rozmnożyły się jak piasek morski i rozmrugały się jak najzacieklejsze zalotnice”11 – grzmiano w prasie. Kino pokonywało teatr nie tylko większą dostępnością z uwagi na częstotliwość pokazów i ceny biletów, ale także podejmowaną tematyką – kusiło sensacją,

krwawym kryminałem, rozbudzonymi namiętnościami, przyciągało publiczność głodną mocnych wrażeń.


GRUBE WRAŻENIA

Kino wygrywało swoją dynamiką i nieograniczonymi możliwościami. W sąsiedzkim Gdańsku pokazano w 1924 roku w „Lichtspiel am Hauptbahnhof film zrealizowany w zeppelinie lecącym nad Atlantykiem. Głównym miejscem reklamy pierwszych produkcji filmowych była prasa. Gazety Wolnego Miasta Gdańska anonsowały emocjonujące Lichtspiele (gry światłem), których zapowiedzi pojawiały się z początku nieśmiało pomiędzy reklamami perfum Empire, butów z Danziger Schuhfabrik am Fischmarkt, maszyn do pisania Jacobsona, orientalnych dywanów i likierów Springera. Obok zaproszeń na Kaiser Café i do Presussische Lotterie pojawiły się reklamy produkcji niemieckiego Ufa-Filme, Bella Donna z Polą Negri czy Orient z Harrym Liedtke i Marią Jacobini. Ciekawe spojrzenia czytelników „Danziger Allgemeine Zeitung” wyławiały spośród stron gęsto zadrukowanych reklamami proszku Persil, lamp samochodowych Philipsa i samochodów Peugeot 201 nowości celuloidu: Baby Peggy, Der letzte Mohikaner, Die Sklavenkönigin czy Schatten von Paris z Polą Negri, bawiono się w takt dowcipów Fixa & Faxa. Później obok informacji o giełdzie berlińskiej, o cenach zbóż i towarów kolonialnych, znalazły się zaproszenia do filmpalastów na pierwsze filmy dźwiękowe. Publiczność podziwiała Gretę Garbo w Pokusie i Marlenę Dietrich w Błękitnym Aniele.

 

Afisz filmowy z międzywojnia, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni Afisz filmowy z międzywojnia, fot. ze zbiorów Muzeum Miasta Gdyni

Mieszkańcy Gdyni odwiedzali pobliskie gdańskie kina, proponujące w dużej mierze niemieckie produkcje filmowe. W Gdyni kinematograf nie miał konkurencji w postaci teatru, nad którego brakiem ubolewał w 1937 roku Jerzy Wyszomirski na łamach „Wiadomości Literackich”: „Niektórzy marzyciele gdyńscy martwią się szczerze, że miasto ich nie odczuwa żadnych potrzeb kulturalnych. [...] Stutysięczna Gdynia nie ma teatru, choć ma go Toruń i Bydgoszcz, nie ma sali na teatr objazdny czy koncerty, brak czytelni i bibliotek”12. Dodać do tego trzeba napływające nieprzerwanym strumieniem masy młodych robotników, a otrzymamy idealne podłoże do rozkwitu kinematografu.

Gazety gdyńskie nie ustępowały gdańskim w reklamowaniu iluzjonu, używając do ich zapowiedzi wymyślnych, rozbudzających ciekawość haseł reklamowych, opartych na krwawych, erotycznych i sensacyjnych epitetach. Zapowiedzi nowych produkcji można było w nich znaleźć wśród reklam „Drogerii pod Orłem” i kosmetyków Elisabeth Arden, rozkładu jazdy Żeglugi Polskiej, tabel kursów walut – guldena gdańskiego, marki niemieckiej, polskiego złotego. Coraz bardziej regularnie pojawiały się anonse iluzjonów w rodzaju: „Pustynia w płomieniach”, „Zdradziecka kula”, „Krwawa dama w szkarłacie”, „Całować, to nie grzech”. Masową wyobraźnią zaczął rządzić Charlie Chaplin, Buster Keaton, bracia Marx, Frank Capry, René Clair. Rozpoczęła się epoka „teatru głuchoniemych”, jak wówczas określano kinematograf. Sławę zdobywały dwa najbardziej obfite nurty przedwojennej produkcji filmowej – komedie i melodramaty. Prasa grzmiała, konserwatywni krytycy linczowali przedsiębiorców kinowych, którzy na przedmieściach takich jak Grabówek czy Chylonia, w ośrodkach fabrycznych czy też robotniczych koloniach, spekulowali na najciemniejszych instynktach mas, demonstrując „awanturniczo-sensacyjne dramidła wytwórni amerykańskich”. Mówiono, że z kinematografem, rozbudzającym wyobraźnię i pobudzającym emocje widzów, jest jak z kochanką: szanujący się człowiek nie chce się przyznać, że ją odwiedza. Wyświetlany w 1928 roku film Pewien młody człowiek reklamowany był jako wielki „dramat erotyczny mężczyzny, który uwodził każdą kobietę” (w rolę głównego bohatera wcieliła się legendarna gwiazda kina międzywojennego Ramon Novarro). Niemal każda anonsowana produkcja miała być arcydziełem filmowym – Greta Garbo w Pokusie odtwarzać miała niepowtarzalny „dramat zmysłów i pożądań”, a w Wieżach miłości widzowie mieli zobaczyć „szalone pojedynki, bachanalia, lubieżne tańce, straszną noc i krwawe intrygi”.

 

Afisze filmowe reklamujące projekcje filmowe operowały sensacyjną terminologią, a tytuły filmów w rodzaju Na pewną śmierć czy Słodycz grzechu lub stałej kolumnie „Przed obliczem Temidy”, publikowanej na łamach „Dziennika Gdyńskiego”, aby przekonać się, ile wykroczeń przeciw prawu i moralności dokonano, inspirując się fabułami filmowymi, ilu ówczesnych przestępców natchnęły erotyczno-kryminalne „detektywne obrazy”. Portowe miasto były miastem młodości. Gdynia było młoda nie tylko ze względu na swój wiek, ale również ze względu na wiek mieszkańców, którego średnią wyznaczała młoda siła robocza, głównie męska, napływająca do portu. Gdynia była wówczas jedynym miastem w Polsce, gdzie liczba mężczyzn przewyższała liczbę kobiet. Idealna klientela dla kinematografu, gdyż ten przyciągał przede wszystkim uwagę ludzi młodych: „Niezwykła zmienność, ruchliwość filmu, bogactwo tematów, daleko silniej działa na wrażliwość umysłów młodocianych [...]. Młodzież tedy najliczniej uczęszczała do kinematografów, bywając na wszystkich niemal programach, a zwłaszcza na tych, które zawierały obrazy o treści kryminalno-awanturniczej”13. obiecywały odpowiednią temperaturę emocji. Przedsiębiorstwa kinematograficzne stawiały na sensację, gdyż największy zysk i podaż miały produkcje „grające na instynktach niskich, porywające i ekscytujące wywoływaniem grubych wrażeń tłumy”. Wystarczy przejrzeć kroniki kryminalne z tamtych czasów, zamieszczane w lokalnych gazetach, podobne kronice „Gazety Gdańskiej”.


BRAMA NA ŚWIAT


Ówczesna Gdynia była dobrym gruntem do rozwoju zamierzeń życiowych, których scenariusze podpowiadały filmowe fabuły. Mogła być idealnym początkiem wielkiej włóczęgi, zamorskich wojaży, miejscem realizacji szybkich karier i fortun. Rozwijająca się turystka, wspomagana przez polskie gazety lansujące nowy kurort, przyciągała turystów, a wraz z nimi kieszonkowców, łazików, drobnych przestępców, szopenfeldziarzy. Otwarcie tras morskich do obu Ameryk stwarzało możliwość szmuglowania towarów oraz przemytu nielegalnych emigrantów. Prasa regularnie donosiła o hrabim Lolo przemycającym ludzi na „Batorym”.

 

Kadr z filmu "Rapsodia Bałtyku" (1935, reż. Leonard Buczkowski), kręconego w Gdyni z udziałem Marynarki Wojennej Kadr z filmu "Rapsodia Bałtyku" (1935, reż. Leonard Buczkowski), kręconego w Gdyni z udziałem Marynarki Wojennej

Bliskość Gdańska i Sopotu oraz Prus Wschodnich czyniła Gdynię strefę nadgraniczną, co otwierało przestrzeń również dla nielegalnych handlarzy walutą. W robotniczych koloniach i w porcie kwitła prostytucja. Gdynia stała się centrum handlu (na początku głównie węglem), co stwarzało okazje do – rodem z westernów – napadów na pociągi towarowe. Charakter miasta, jego warunki i możliwości otwierały umysły i wyobraźnię, rozbudzały marzenia, nadzieje i ciekawość świata, a z kinematografu czerpano inspirację do ich realizacji. Młodzi ludzie z całej Polski uciekali do Gdyni, która miała się stać bramą do innego świata. Nastoletnie dziewczęta, zapatrzone w afisze z Polą Negri, porzucały swe domy, aby – bez zgody rodziców – dostać się na filmowy plan, zainspirowane być może historią Magdy, bohaterki Złotej maski, która wbrew woli ojca zostaje aktorką.

 

Afisz filmu "Wyspa Skarbów" (Treasure Island, 1934, reż Victor Fleming) Afisz filmu "Wyspa Skarbów" (Treasure Island, 1934, reż Victor Fleming)

Gdynia wabiła wagabundów, uciekinierów, emigrantów zarobkowych, obiecując nie tylko pracę w prężnie rozwijającym się porcie, ale również dalekie zamorskie podróże. Jak donosiła „Gazeta Gdańska”, chłopiec z Bydgoszczy chciał sprzedać własny szkielet (po śmierci, za cenę 10 zł), aby kupić bilet do Gdyni, skąd miał rozpocząć wielką włóczęgę. Wyobraźnię pobudzały egzotyczne plenery produkcji filmowych w rodzaju Wyspy skarbów bądź Robinsona Crusoe. Statki wyruszające z Gdyni ukrywały na swych pokładach pasażerów na gapę – łazików, blindziarzy. Gdyńska „Torpeda” cynicznie komentowała owe eskapady: „Asfalty Gdyni szlifuje wielu wyjadaczy, którzy w podobnie bezczelny sposób odwiedzili wiele portów, nieraz bardzo dalekich, zaznali przygód godnych pióra Dżeka Londona, jak również poniewierki łazika [...]. Niech tylko w Gdyni rozejdzie się wieść, że wkrótce wyjdzie w morze statek z przeznaczeniem do jakiegoś portu, nęcącego więcej od innych swoją egzotyczną nazwą a wyga taki [...] żegna ukochaną, mniej lub więcej namacalnie zalecając jej wierność, i postanawia raz jeszcze popłynąć. Singapore, Cape Town, Pernambuco... jak to bajecznie brzmi...”14


W ŻYCIU JAK W KINIE


Przeglądając kroniki policyjne międzywojennej Gdyni, doniesienia gazet o rozmaitych wypadkach, zbrodniach, przestępstwach, niemoralnych uczynkach, trudno jest oprzeć się wrażeniu, że ich sprawcy inspirowali się filmowymi scenariuszami. Jedynym z najczęściej powtarzających się elementów działalności kryminalnej było przebieranie się za kogoś innego (kobiety przebrane za mężczyzn i odwrotnie, przebrani policjanci). To także motyw znany z wielu filmowych produkcji międzywojennych, takich jak Czy Lucyna to dziewczyna, Antek policmajster, czy też Co mój mąż robi w nocy. „Kurier Bałtycki” donosił o licznych aktach podrabianych tożsamości, wśród których znalazła się relacja o przedziwnym, ostatecznie nieudanym, napadzie, dokonanym przez chłopca z dobrego domu, uzbrojonego w dwa rewolwery, z zamaskowną pończochą twarzą. Bardzo częste były też informacje o fałszywych policjantach, w rodzaju: „Władysław Grajewski przebierał się za policjanta i »badał« kupców, restauratorów, lekarzy gdyńskich, za wszelkie uchybienia nie pobierał kar, natomiast wielkodusznie pozwalał się zapraszać na jedzenie”15.

Inną powszechnie stosowaną metodą było wysyłanie anonimów w celach szantażu (jak w filmie Wszędzie kobieta granym pod koniec 1938 roku w kinie „Polonia”). Szantażowano głównie bogatych gdyńskich przemysłowców bądź rzemieślników, a przestępcy często korzystali z pomysłowości niedoścignionych wzorców – amerykańskich gangsterów, o których opowieści dochodziły do polskiej publiczności dzięki kinematografowi. „Gazeta Gdyńska” informowała, iż lokalni gdyńscy „gangsterzy” przyczepili na drzwiach swojej ofiary „karteczkę z napisem, że do niedzieli do godziny 10 ma p. Kęsik złożyć okup 200 zł. W przeciwnym razie miała go spotkać niemiła śmierć na ulicy Dworcowej”16. Inny pomysłowy szantażysta w zamian za rezygnację ze złożenia przed władzami zeznań rzekomo kompromitujących znanego gdyńskiego przemysłowca zażądał 1500 zł, w banknotach po 50 zł pozostawionych
„w żółtej kopercie powieszonej pod papierem higienicznym na haku ubikacji jednej z gdyńskich kawiarni”17. Fałszerstwa dotyczyły także fikcyjnych depesz, które za zadanie miały wyciągnięcie delikwenta z domu, ułatwiając tym samym rabunek, lub były wysyłane w celu zwabienia ofiary w określone miejsce, jak to było w przypadku zabójstwa portiera z Domu Kuracyjnego, który otrzymał depeszę wzywającą go na rzekomy pogrzeb siostry, a następnie zwabiony do lasu, został zamordowany. Nie bez wpływu na wyobraźnię pozostać mógł słynny Szantaż Alfreda Hitchcocka z 1929 roku lub popularny wówczas Mocny człowiek.

Kroniki policyjne regularnie donosiły o sytuacjach trójkątów miłosnych, z których wyjścia szukano wedle iście sensacyjnego scenariusza. Zdrada, zemsta, intryga, zabójstwo czy samobójstwo z powodów sercowych – to popularne fabuły gazetowych sprawozdań. Wymierzanie sprawiedliwości przez zazdrosnego kochanka lub zdradzoną kochankę nie było niczym wyjątkowym. O tego rodzaju dylematach opowiadały między innymi Pokusa z Gretą Garbo czy Druga młodość z Marią Gorczyńską, realizowana w Gdyni Rapsodia Bałtyku z Barbarą Orwid bądź Doktor Murek, w którym Arleta, kochanka wspólnika Murka, Czarnego Kazika, zabija swojego konkubenta, aby móc być z doktorem. Jedną z głośniejszych gdyńskich afer była sprawa Anastazji Poniedzielnik, która poćwiartowała swojego zazdrosnego partnera na kawałki w baraku portowego osiedla. Nieszczęśliwie zakochane kobiety, matki nieślubnych dzieci, porzucone kochanki, udręczone wyrzutami sumienia nierządnice dokonywały samobójstw (bądź prób samobójczych), pijąc jodynę lub esencję octową. O losach upadłych kobiet, które z nędzy i biedy zboczyły z drogi moralności, i prostytutkach o burzliwych życiorysach opowiadały produkcje w rodzaju Cham, Skłamałam, O czym się nie mówi, Tajemnica panny Brinx czy Krzyk ulicy.

Międzywojenne gazety lokalne informowały o wyrafinowanych metodach przemycania ludzi na statkach wypływających z Gdyni, o szmuglowaniu walut na granicy między Polską a Wolnym Miastem Gdańskiem, o napadach na kolejowe transporty owoców południowych lub węgla. Relacjonowały działania zorganizowanych złodziejskich szajek, z wewnętrznymi strukturami i hierarchią, w rodzaju słynnej gdyńskiej szajki kominiarza-akrobaty uciekającego przed policją po dachach domów lub znanej bandy złodziejskiej mającej swoje obozowisko w orłowskich lasach. Omawianie kolejnych skoków czy podejrzanych transakcji dokonywało się często w gdyńskich kawiarniach – miejscach spotkań i skrzynkach kontaktowych gdyńskiego półświatka. Kiedy brakowało kogoś na „pół czarnej” przy stoliku jednej z najpopularniejszych kawiarni o suficie zdobionym symboliczną kratą, to był to znak, że przed dłuższy czas koledzy od szemranych interesów go nie ujrzą. Kiedy pod koniec 1938 roku „Kurier Bałtycki” podawał roczne statystyki działalności kryminalnej w Gdyni, znalazły się tam typowe przestępstwa: „kradzieży kieszonkowych” (93), „kradzieży z wozów” (37), z „innych ośrodków lokomocji” (410), „kradzieży kolejowych” (147), „mieszkaniowych” (818), „polnych i leśnych” (100), a tak zwanych innych – aż 1 74718. Z pewnością należały do nich te inspirowane kinematografem.

Wraz z wybuchem II wojny światowej skończyła się awanturnicza kariera gdyńskiego kinematografu, pozostającego w rękach prywatnych właścicieli. W 1942 roku wszystkie gdyńskie kina otrzymały na wzór gdańskich nazwę Lichtspiel (gra światłem), wprowadzono propagandowy repertuar, a w księgach wieczystych miejsce prywatnych właścicieli zajęło miasto – die Stadt Gotenhafen. Po wojnie większość dawnych iluzjonów Pomorza nazywać będzie się „Bałtyk” lub „Polonia” i zostaną one jako mienie poniemieckie poddane zagospodarowaniu przez Okręgowy Wydział Kinofikacji, a dekret KRN-u z 13 lutego 1945 rozwieje wszelkie nadzieje polskich przedwojennych właścicieli na jakąkolwiek reprywatyzację. Wiele z kin kryje w sobie tajemnice, jak choćby wspomniana wcześniej „Fala” lub „Polonia”, dotyczące sposobu ich przejmowania przez władzę niemiecką w 1939 i później, w 1945 roku, przez powojenną Polskę. Ich mury pamiętają skomplikowane losy swoich właścicieli, wspomnianego Gwidona Sokołowskiego czy Edgara Betlewskiego, gdańskiego aktora, właściciela „Polonii” (późniejszej „Goplany”), którego ścięto na podstawie wyroku sądu wojennego Rzeszy. Z dwudziestu dwóch kin działających w dwudziestoleciu międzywojennym w Gdyni, Sopocie i Gdańsku po wojnie zostało dziesięć.

 

Przypisy

 

1 M. Wańkowicz, Judym na stopniu służbowym, „Wiadomości Literackie” 1937, nr 27.

2 A. Nowaczyński, Odkrycie Gdyni, [w:] Brama na świat. Gdynia 1918–1939, wybór, wstęp i oprac. M. Rdesiński, Gdańsk 1976, s. 22.

3 A. Nowaczyński, ibidem, s. 23–24.

4 T. Peiper, Spektakl postępu, [w:] O wszystkim i jeszcze o czymś, Kraków 1974.

5 Zob. „Wiadomości Literackie” 1937, nr 27, relacje Melchiora Wańkowicza, Jerzego Wyszomirskiego, Józefa Łobodowskiego.

6 Dane za: M. Widernik, Główne problemy gospodarczo-społeczne miasta Gdyni w latach 1926–1939, Wrocław 1970.

7 M. Wańkowicz, op. cit.

8 M. Wańkowicz, op. cit.

9 Z. Nałkowska, Wokół morza, „Wiadomości Literackie” 1937, nr 27.

10 W. Guenter, „Dziennik Powszechny”, cyt. za S. Beylin, Nowiny i nowinki filmowe 1896–1939, Warszawa 1973, s. 79–80.

11 W. Grubiński, Kinematograf i teatr – nowe zagadnienia artystyczno-kulturalne, „Świat” 1914, nr 5, cytat za: S. Beylin, Nowiny i nowinki filmowe 1896–1939, Warszawa 1973, s. 59.

12 J. Wyszomirski, „Wiadomości Literackie” 1937, nr 27.

13 J. Sokolicz-Wroczyński, Kinematograf dla młodzieży, „Kino” 1919, nr 23.

14 „Torpeda” 1937, nr 29.

15 Fałszywy policiant w prawdziwym areszcie policyjnym, „Kurier Bałtycki” 1937, nr 131.

16 „Gazeta Gdyńska” 1937, nr 16.

17 „Gazeta Gdyńska” 1937, nr 122.

18„Kurier Bałtycki” 1938, nr 106.

 

 

 

Komentarze 

 
#102 Where buy cheap Omega 3?Fanniekag
2017-08-17 08:42 | email: donnarhype@omega-3-foods.com | adres ip: 46.161.9.41
Yesterday i got some cool info about Omega 3 stuff and now i really want to buy it. But i need a best, some premium omega 3 fish oil. I've found this premium omega 3 fish oil : www.omega-3.club/.../ link. What do you know about this name?
 
 
#101 Gdyńskie iluzjonyClaribel
2017-08-16 19:22 | email: claribel.benjafield@whale-mail.com | adres ip: 196.18.11.198
Highly descriptive article, Ι loved tһɑt а lot. Wiⅼl
there bee a part 2?

my blog :: runescape 2007 gold: jhugs.net/.../...
 
 
#100 Gdyńskie iluzjonyAurelia
2017-08-16 15:49 | email: aurelia_thorp@zoho.com | adres ip: 104.129.4.163
Εverything іs very open with a precise clarification օff tһe issues.
It was truly informative. Үߋur website іs veгy usеful.
Thank you for sharing!

Feel free tⲟ surf to my website - web site: sosial.sman2bondowoso.sch.id/.../...
 
 
#99 Where buy cheap Omega 3?Fanniekag
2017-08-16 10:58 | email: donnarhype@omega-3-foods.com | adres ip: 46.161.9.41
Few days ago i learned some cool knowledge about Omega 3 stuff and now i really want to get it. But i need a best, only premium omega 3 fish oil. I've found this premium omega 3 fish oil : www.omega-3.club/.../ link. What do you know about this brand?
 
 
#98 Gdyńskie iluzjonyAnneliese
2017-08-16 07:03 | email: anneliesecastiglione@web.de | adres ip: 104.160.228.107
Hi wⲟuld yoս mind sharing which blog platform you're working with?
I'm planning to start mmy own blog іn the near future bᥙt I'm having a tough
time choosing ƅetween BlogEngine/Wordpress/B2evolution and Drupal.
Тhe reason Ӏ ɑsk іѕ becauѕe your layout ѕeems dіfferent tһen most blogs аnd Ӏ'm ⅼooking for something completey unique.
Ρ.S Ⴝorry for being off-topic buut I hаd to ask!

My homepage - fifa 18
coins: lwhef.org/.../32598
 
 
#97 Where buy cheap Omega 3?PearlWoott
2017-08-13 23:16 | email: donnarhype@omega-3-foods.com | adres ip: 46.161.9.41
Day ago i read some amazing info about Omega 3 foods and now i really wanna buy it. But i'm not 100% sure which benefits will i have. I've found this omega 3 info : buy-omega-3.com , and now i want to get it with lowest price. Any idea?
 
 
#96 Order PIMAX 4K UHD Virtual Reality 3D PC Headset 329.99$, sku#189978301 - PC HeadsetVacadGep
2017-08-13 16:23 | email: 14@nisabt.pw | adres ip: 46.118.119.191
Order PIMAX 4K UHD Virtual Reality 3D PC Headset 329.99$, sku#189978301 - PC Headset
sku0712ck.
whisky-distilleries.info/.../...
whisky-distilleries.info/.../...
whisky-distilleries.info/.../...
whisky-distilleries.info/.../...
whisky-distilleries.info/.../...

Ordering PIMAX 4K UHD Virtual Reality 3D PC Headset 329.99$, sku#189978301 - PC Headset: whisky-distilleries.info/.../...
nisabt.pw/.../
Buying PIMAX 4K UHD Virtual Reality 3D PC Headset 329.99$, sku#189978301 - PC Headset
 
 
#95 ВНИМАНИЕ!!! Ядекс и отношение к клиентам смотреть всем!!!Dannyfrerm
2017-08-13 09:10 | email: proshhaev.ivan@mail.ru | adres ip: 94.45.200.235
ВНИМАНИЕ!!! Ядекс и отношение к клиентам смотреть всем!!!
Посмотрел и был в ШОКЕ....
Вот ссылка на Ютуб
www.youtube.com/.../
 
 
#94 Where buy cheap Omega 3?PearlWoott
2017-08-13 05:18 | email: donnarhype@omega-3-foods.com | adres ip: 46.161.9.41
Yesterday i got some shocking info about Omega 3 foods and now i very wanna buy it. But i'm not really sure which benefits will i have. I've got this omega 3 info : buy-omega-3.com , and now i want to get it with best price. Any idea?
 
 
#93 Where buy cheap Omega 3?PearlWoott
2017-08-12 12:45 | email: donnarhype@omega-3-foods.com | adres ip: 46.161.9.41
Yesterday i got some amazing info about Omega 3 foods and now i really wanna buy it. But i'm not 100% sure which benefits will i have. I've got this omega 3 info : buy-omega-3.com , and currently i want to purchase it with lowest price. Any idea?
 

Dodaj komentarz

Kod antysapmowy
Odśwież

BLIZA Nr 1 (28) 2017

MIASTO I JEGO LEGENDY

Drodzy Czytelnicy!

Marzenie o mieście idealnym towarzyszy ludziom od dawna. W Urbino podziwiać można powstały około 1470 roku obraz, który przedstawia panoramę takiego miasta. Renesansowy artysta przedstawił centrum: panteon, reprezentacyjne budynki, arkady. Idealne miasto – z ducha modernizmu – wzniesiono w Brazylii w połowie XX wieku jako stolicę tego państwa. Zadziwiającą do dziś architekturę Brasilii, jej układ przestrzenny, staranny podział dzielnic ze względu na ich funkcje – wszystko to z desek kreślarskich architektów przeniesiono na plac budowy. W miejscu urbanistycznie dziewiczym. Bez historii.
W tym numerze „Blizy” proponujemy Czytelnikom wędrówkę po miastach mniej idealnych. Ich promieniowaniu na życie, film, literaturę. Mity z nimi związane. Zapraszamy do odwiedzenia Paryża, Nowego Jorku, Sztokholmu, Dublina, Edynburga. Także Maputo w Mozambiku i sennej, prowincjonalnej Hinamizawy w Japonii. Warszawy i Trójmiasta.  Tak bardzo popularne dzisiaj określenie – miasto magiczne – nie przyświecało naszym autorom. Zostawili je w przewodnikach wraz z reklamami hoteli i tanich lotów.

Redakcja „Blizy”

Więcej...